4 października 2013

Herbaciane 101

Nie jestem ekspertem, co najwyżej amatorem z pewnymi rzutami mentalnego talibstwa jeśli idzie o pryncypia, więc postaram się żeby było prosto i względnie przystępnie. I głównie z głowy ;)

Herbata, napój o kilku tysiącach lat tradycji, głównie na dalekim wschodzie, potem w krajach protestanckich i Rosji, obecnie w zasadzie obecny wszędzie. Ja herbatę piję odkąd pamiętam, głównie czarną, bez cukru (istnieje wyjątek).

To może zacznę od tego jakie są jej rodzaje:

Zielona - najprostsza w produkcji, zbiera się liście, suszy, ewentualnie łamie, prasuje tudzież inaczej formuje i przechowuje. Dużo ludzi przy pierwszym zetknięciu ja zarzuca, gdyż na ogół źle ja zaparzyli. Zieloną herbatę należy parzyć wodą o temperaturze około 85 stopni Celsjusza przez nie dłużej niż 3 minuty. Można próbować cieplejszą wodą, ale wtedy trzeba to robić krócej, albo kapkę chłodniejszą dłużej, jakkolwiek zależności są raczej nieliniowe. ;) Zieloną herbatę można parzyć kilkukrotnie (lepsze torebkowe wersje również), najlepsza na ogół jest z drugiego parzenia, Chińczycy podobno pierwsze w ogóle wylewają. Niektóre rodzaje dają radę nawet i 5 razy, ale to raczej wyjątki, większość zachowuje smak do 3 parzenia.

Biała - w zasadzie to co zielona, aczkolwiek szlachetniejsza. Różnica tkwi w srebrzystych tipach, czyli młodziutkich listkach o biało-srebrnych włoskach, zbieranych z czubka krzewu. Parzymy tak jak zieloną, tyle że troszkę krócej.

Żółta - dość rzadka odmiana, akurat nie wpadła mi w ręce.

Niebieska - czyli wszelkiej maści oolongi, coś pomiędzy herbatą zieloną a czarną. Liście są wytrząsane w koszu aby uszkodzić brzegi i rozpocząć ich utlenianie. Dość specyficzna w smaku. Parzymy w 95* ok. minuty.

Czarna - czyli to co najczęściej w Polsce spotykane. Herbata, której liście przeszły proces fermentacji w środowisku tlenowym. Parzymy w 95 st. 3-5 minut, na ogół, są wyjątki.

Czerwona (Pu-Erh) - herbata post-fermentowana, poddana dodatkowej fermentacji. Parzymy trochę krócej niż czarną.

Ponadto niektóre gatunki mogły zostać poddane dodatkowej obróbce jak np. wędzenie (Keemun, Lapsang Souchong)

Większości polecam spróbować bez dodatku mleka czy cukru, jeśli już bardzo coś zmusza nas do słodzenia, to niech to będzie chociaż cukier brązowy.
Pijcie na zdrowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz