Tego posta mogłem napisać ponad miesiąc temu, ale nawet tego zrobić mi się nie chciało...
Wakacje - dwa miesiące totalnego, absolutnego i przekraczającego wszelkie granice przyzwoitości nic nie robienia, stan cudownie bliski wegetacji, niezmuszający do praktycznie żadnego wysiłku intelektualnego.... Niemal wszelkie próby zrobienia czegokolwiek spełzły na niczym, ale nie potrafię na trzeźwo użalać się nad sobą, a w odmiennym stanie grawitacji zwykle nie jetem w stanie, tak...
Nie ma to jak dać upust masochistycznym instynktom poprzez publiczne samobiczowanie, które nie prowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków i jest procederem samym w sobie żałosnym, a jakże... Więc pozwolę sobie do niego powrócić.
Wakacje zmarnowałem, wcześniej zmarnowałem większą część semestru olewając 'nudne' przedmioty, co zaowocowało bieganiną we wrześniu, więc dzieci, nie róbcie tego w domu, bo to głupie i niebezpieczne - jeszcze was ze studiów wywalą albo nabawicie się zgagi...
Ale wolne się skończyło i jak na razie nowy rok niesie trochę niespodzianek, np mój nowy plan zajęć.I po raz kolejny stawiam sobie ambitne cele, z okrzykiem "Zwycięstwo albo śmierć" spoglądając przed się... Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Oby ten nowy rok i wam przyniósł nadzieję i pozwolił wykaraskać się z objęć marazmu, prokrastynacji i lenistwa. Bo Słońce świeci dla wszystkich, a czasem wygodniej jest w cieniu... ;-)
17 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)