22 maja 2012
Wiosna, wiosna...
Jest zielono, jest do przodu, mogłoby być gorzej, mogłoby być lepiej, a ostatnio jest tak sobie, bo krakowskie powietrze i ta cholerna pogoda wywołują u mnie głęboką chęć skakania z mostu. A tak poza tym łapię paranoję, bo jest dobrze, ale sam nie wiem co jest i czy cokolwiek z tego będzie i przelatują mi przez głowę wszelkie możliwe czarne scenariusze, co prawda bez najbardziej niemiłych, ale takie niesympatyczne dla mnie, blargh, dlaczego ja muszę się albo pospieszyć i wszystko od razu spaprać albo właśnie bać się Bóg wie czego w momencie kiedy kompletnie nic nie wiem, kurwa... Dlaczego muszę być takim głupim, nieśmiałym tchórzem, który się zacina w tych ważnych momentach? Dlaczego robię tak żeby mi było wygodnie tu i teraz a jest mi przez to źle? Część to wina tej jebanej pogody, ale tylko drobna część, ble...
Ahoj przygodo, ty kurwo?
18 stycznia 2012
Refleksyjno-melancholijny
Stwierdziłem, że puszczę sobie dziś wieczorem szanty, dawno tej muzyki nie słuchałem. Słucham i zaczyna mi się przypominać to co było 3 lata temu, i jest mi smutno - czemu świat musi schodzić na psy? Jakoś nie miałem problemów ze zmianami, a jednak od jakiegoś czasu jestem poza rzeczywistości, poza głównym nurtem, wszystko dzieje się gdzieś obok, nie wiem nic, nie widzę nic, to mnie przeraża, przez co jestem jeszcze bardziej z boku. Uciekam. Niby poznaję nowych, sympatycznych ludzi, ale miejsce, które uważałem za dom bardziej niż mój dom jest zupełnie inne, nieprzyjazne, albo inaczej zamiast przyjazne to raczej obojętne, może to przerost oczekiwań, ale nie jest dobrze. Popadam w dziwne manie, niektóre stare, niektóre nowe. Gonię duchy i widma i mam tego dość, ale też do końca nie potrafię zaakceptować tego co widzę i co mam w garści... Upór i przywiązanie do pewnych zasad nie zawsze w życiu pomaga.
Na to wszystko nie ma chyba gotowych lekarstw (a może są? może na receptę? może elektrowstrząsy? nie wiem), trzeba pracy itd. Najwyżej rzucę wszystko w cholerę i zostanę drwalem w potężnych lasach Kolumbii Brytyjskiej, a od święta będę nosił pończochy i szpilki, nie no, oczywiście żartuję, nie ma szpilek w moim rozmiarze.
Także ten, see you in Kobierzyn?
Na to wszystko nie ma chyba gotowych lekarstw (a może są? może na receptę? może elektrowstrząsy? nie wiem), trzeba pracy itd. Najwyżej rzucę wszystko w cholerę i zostanę drwalem w potężnych lasach Kolumbii Brytyjskiej, a od święta będę nosił pończochy i szpilki, nie no, oczywiście żartuję, nie ma szpilek w moim rozmiarze.
Także ten, see you in Kobierzyn?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)