Jest lato, są wakacje (powiedzmy) i powinno być fajnie, a jest jak zwykle średnio :-]
Zacznijmy więc od tego czemu nie mam wakacji, właściwie to chyba na własne życzenie - cały semestr olewania algebry, nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, i moje ogólne nieróbstwo zaowocowały w końcu tym, że moje niezwyczajne szczęście mnie opuściło i nie mam zalki z atla (to lenistwo) i mam poprawkę z liniowej (pech/zła karma), no a tak poza tym to mam wolne, przynajmniej dopóki czegoś nie znajdę (żądza pieniądza, nie ma co). A w praktyce i tak się obijam, czyli jest jak zwykle....
Koniec marudzenia, czas napisać coś, co pozytywnie nastroi czytelników ;-)
Takowoż kupiłem w końcu buty do szwendania się po górach, takie hi tech ful wypas, no i poszedłem je wypróbować. Niestety, przeceniłem swoje możliwości (i nogi) i było fajnie. Najpierw spokojne podejście na Błatnią (pod schroniskiem buty zaczęły mi dawać znać, że są nowe), potem płasko na Szyndzielnię i na dół, no i to już trochę bolało, zwłaszcza gdzy przy schodzeniu dopadła mnie ulewa, któa zmieniła się w grad wielkości grochu - całe szczęście, że miałem w plecaku parasol.
Dzięki otarciom i ulewie 5 godzinną trasę zrobiłem w 9, hurra :D I może tym pozytywnym akcentem skończę na dziś.
A propos gór - jacyś chętni na wyjście, raczej krótkie (2 dni)?
2 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)