W sumie nic nowego, ogarnianie rzeczywistości idzie mi coraz gorzej pomimo najlepszych chęci. Jak to mówią dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, tiaa...
Były wakacje, nie ma wakacji, nie ma też już października i nie ma mojego bardzo sympatycznego sąsiada, miał ponad 70 lat, a ruszał się lepiej niż niejeden mój kolega z roku czy nawet młodsze chłopaki, no i bardziej do rzeczy mówił. W ogóle jakoś ostatnio bardziej mnie irytuje sporo ludzi w moim wieku - jakiś stracony rocznik? A może po prostu trafiło się istotne zgęszczenie buców? Nie żeby wszyscy, ale niektórzy to wybitnie. Może po prostu wraca mizandria/mizantropia? Ewentualnie to po prostu instynkt stadny i pozuję na samca alfa. Nie wiem. W każdym razie świat jakoś idzie dalej, chociaż jest coraz mniej miłym miejscem, zimnym, pustym i wyobcowanym, ale jednocześnie w kilku miejscach dzieje się coś nowego i dającego jakąś nadzieję, niestety w mniejszych ilościach.
Obcując z kulturą od czasu do czasu natknie się człowiek na jakiś taki mądry otrzeźwiacz, np film Koterskiego. Człowiek ogląda, śmieje się, śmieje a potem uświadamia sobie, że to o nim. Albo zgoła zaczyna oglądać z taką świadomością, jak również ze świadomością przerysowania i karykatury i coraz bardziej się jednak zaczyn w ten obraz wpasowywać ze swoimi małymi słabościami, małymi problemami, małością tą swoją całą. W ogóle ostatnio mam większe wrażenie niewpasowania w epokę, ale to dłuższa bajka jest a temu misiu oczko wylata. Wracając to film jest dobry, warto obejrzeć i dostać obuchem między oczy, dobrze robi czasem, warto też uważać kiedy się nim dostanie, to chyba o stopniu wrażliwości świadczy, czy coś teges.
J-23 odmeldowuje się.
1 listopada 2011
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)