Stwierdziłem, że puszczę sobie dziś wieczorem szanty, dawno tej muzyki nie słuchałem. Słucham i zaczyna mi się przypominać to co było 3 lata temu, i jest mi smutno - czemu świat musi schodzić na psy? Jakoś nie miałem problemów ze zmianami, a jednak od jakiegoś czasu jestem poza rzeczywistości, poza głównym nurtem, wszystko dzieje się gdzieś obok, nie wiem nic, nie widzę nic, to mnie przeraża, przez co jestem jeszcze bardziej z boku. Uciekam. Niby poznaję nowych, sympatycznych ludzi, ale miejsce, które uważałem za dom bardziej niż mój dom jest zupełnie inne, nieprzyjazne, albo inaczej zamiast przyjazne to raczej obojętne, może to przerost oczekiwań, ale nie jest dobrze. Popadam w dziwne manie, niektóre stare, niektóre nowe. Gonię duchy i widma i mam tego dość, ale też do końca nie potrafię zaakceptować tego co widzę i co mam w garści... Upór i przywiązanie do pewnych zasad nie zawsze w życiu pomaga.
Na to wszystko nie ma chyba gotowych lekarstw (a może są? może na receptę? może elektrowstrząsy? nie wiem), trzeba pracy itd. Najwyżej rzucę wszystko w cholerę i zostanę drwalem w potężnych lasach Kolumbii Brytyjskiej, a od święta będę nosił pończochy i szpilki, nie no, oczywiście żartuję, nie ma szpilek w moim rozmiarze.
Także ten, see you in Kobierzyn?
18 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)